Wielka Zmiana
W życiu pewne jest jedno. Że przyjdzie zmiana. Czy czekasz na cudowne trzęsienie ziemi, czy też żyjesz w błogiej iluzji stabilizacji doskonałej, bądź pewny/a – panna Wielka Zmiana przyjdzie i niekoniecznie początkowo będzie smakowała lukrem… Gorzki posmak ceny, którą przyjdzie ci zapłacić za spotkanie bliskiego stopnia z zazwyczaj nieproszoną gościnią możliwe, że rozłoży cię na łopatki, obnaży wszystkie ciemne strachy i niewygodne, wypierane ograniczenia. Mobilizacja do podjęcia rękawicy konfrontacji z nowinami życia, o które być może nie prosiłeś/aś może frustrować! Może też cieszyć – z tym bywa różnie, ale pewne jest jedno: wchodząc w tę burzę, wyjdziesz z niej już jako ktoś zupełnie inny…
Wielkie zmiany kosztują, nowe życie kosztuje zawsze twoje stare, ale jeśli jest w tobie żar istnienia, wiara, że wszystko przydarza się DLA ciebie, a nie tobie – ufasz i robisz ten pierwszy krok.
Bo co jest twoje – znajdzie cię.
Dlaczego o tym, tak na dzień dobry, tu w blogowej przestrzeni tejże witryny… A no dlatego, że zmiana jako fundamentalny koncept życia stał się jedną z najważniejszych i najcenniejszych życiowych prawd i doprowadził mnie do punktu, gdzie dziś się spotykamy. Należę z całą pewnością do osób, które upatrują w niej ogromnego potencjału, niezależnie od poziomu lęku, który niesie. W niej ukryta jest wielka prawda, jeśli podejdziesz do niej w otwartości i ufności w wielki sens. Jeśli uwierzysz, że esencją życia jest nic innego jak doświadczanie go i twój wzrost jako istoty, przyjmujesz ją z wdzięcznością.
Co więcej – wielka zmiana zachodzi w momencie, gdy coś, co nie jest już twoje jedynie lekko uwiera jak metka w kark! Wielka zmiana zaistnieje, gdy znoszenie tego tarcia jest na tyle bolesne, że zaryzykujesz całkowite obnażenie z wierzchniej warstwy komfortu, by tylko poczuć ulgę. “Stabilnie” już nie wystarcza i nawet, gdy się boisz – działasz – i to jest ta cała szumna waleczna odwaga. Bać się i iść! Zachodzi w końcu wtedy, gdy tak naprawdę głęboko słuchasz siebie i idziesz za głosem wewnętrznej, twojej osobistej prawdy, a nie lęku; ten nigdy nie jest dobrym przewodnikiem.
Nie zaczęłam malować z lęku przed utratą kontroli, stabilizacji, bo trzeba coś robić w życiu. Rozpoczęłam relację z malarstwem, bo dotarłam do samej esencji mojej tożsamości, wrażliwości, świadomości – prawdy o mnie. Przywołałam ponownie to, z czym przyszłam na ten świat – dar ekspresji kreską i kolorem tego, co pulsuje w moim wewnętrznym świecie żywym kolorem – emocji i myśli. Te po prostu musiały i potrzebowały zostać ujawnione i tzw. artystyczna dusza we mnie doszła do głosu; nie było już odwrotu. Zaczęłam tworzyć i rozumieć, że to moja jedyna droga. Miałam 40 lat.
Skala płomienia, żaru tworzenia kazała mi zrozumieć, czemu Bóg kazał mi czekać tak długo… Musiałam być gotowa.
Artyzm zawsze był we mnie, od pierwszych lat życia. Przez kilkanaście lat rysowałam, kreowałam, malowałam, dawałam upust fascynacjom i wewnętrznym przeżyciom. Świat jednak miał po drodze na mnie inny plan – na lata sztuka, artystyczna ekspresja pofrunęła na półkę…
Ale co moje – znalazło mnie! Z siłą huraganu nowa potężna siła przetoczyła się przez wszystkie ułożone puzzle, nadając obrazkowi życia nowy wzór. Część puzzli odpadło; drogę zawodową zdeterminowała nowa miłość – tsunami tworzenia, rozwoju, eksperymentowania z formą i kolorem…
Zaufałam. Poddałam się myśli, że nie ma już odwrotu, że muszę przejść tę burzę i iść za głosem serca – malarstwo dodało mojemu życiu najpiękniejszych barw nieoczywistości jutra, wyzwań i… oszałamiającego chaosu, który dzień po dniu wydawał się podlegać naturalnemu porządkowaniu. „Bo jeśli myślisz, że wszystko się wali, to być może…po raz pierwszy się właśnie porządkuje?”
Wielka zmiana to towar luksusowy, a ten kosztuje i za drobne go nie posmakujesz! To co chcę ci dziś przekazać to myśl, by przyjąć lęk i strach za towarzyszy swojej podróży po nowe, jeśli już, nieproszeni, dołączyli do twojej wyprawy; to ty jednak jesteś kapitanem i nadajesz kierunek! A ja ci obiecuję, że jeśli podążysz za prawdą intuicji, czy też przez innych nazywaną “serca”, na końcu tej drogi będzie czekać coś naprawdę wyjątkowego, najcenniejszego – wielka nagroda – nowy ty/nowa ty, bo uzbrojony/a w bezcenne doświadczenie burzy i w niej odkrycie jedynej najgłębszej prawdy o sobie samej/samym.
A na wielkie cuda przyjdzie pora…
Już niedługo się przekonasz.
Witaj w mojej przestrzeni! Dziękuję, że jesteś
