Co czuję, gdy maluję?
Malowanie to dla mnie coś znacznie więcej niż tylko praca z kolorem i pędzlem. To mój osobisty rytuał, medytacja i sposób na bycie tu i teraz. Gdy zaczynam malować, zanurzam się w świat, który nie zna pośpiechu ani chaosu codzienności. To moje slow life – przestrzeń, gdzie mogę być sobą, w pełni obecna, w kontakcie z tym, co dla mnie ważne.
To także powrót do korzeni – do dzieciństwa, kiedy tworzenie było naturalną potrzebą, a kartka papieru czy plama farby stawała się całym światem. W malowaniu odnajduję tę pierwotną radość, niewinność i autentyczność, która z wiekiem często się gubi. To jak powrót do siebie.
Malując kobiece postaci, zagłębiam się w temat kobiecości – tej silnej, delikatnej, intuicyjnej i zmiennej. To opowieść o mnie i o każdej z nas. Czasem to radość, czasem wzruszenie, innym razem cicha tęsknota. Każdy obraz to zapis emocji, które trudno ubrać w słowa – dlatego właśnie sięgam po kolory, faktury, światło i cień.
Podczas malowania czuję:
- Spokój – jakby czas zwalniał, a świat na chwilę milknął.
- Wdzięczność – że mogę tworzyć, oddychać sztuką i być w zgodzie ze sobą.
- Ekscytację – kiedy wizja z mojej głowy zaczyna się materializować na płótnie.
- Uważność – bo każdy gest, linia, kolor ma znaczenie i prowadzi mnie głębiej.
- Wolność – od ocen, schematów, oczekiwań.
- Radość – gdy widzę efekt końcowy i czuję, że to właśnie TO.
Kolor w moich obrazach odzwierciedla moje aktualne emocje. Jest jak lustro – pokazuje, co dzieje się we mnie tu i teraz. Nie potrafię malować, gdy jestem zestresowana, rozdrażniona czy zalana uczuciem niepokoju. Potrzebuję wewnętrznego balansu, żeby stworzyć coś prawdziwego i pełnego. Dlatego tak ważna jest dla mnie cisza, przestrzeń i obecność – wtedy farba płynie swobodnie, a obrazy niosą prawdę… Uwielbiam ten końcowy moment – tę chwilę, gdy obraz jest gotowy, a ja czuję, że opowieść została opowiedziana. Wtedy w moim ciele uwalniają się endorfiny – prawdziwa fala szczęścia, która dopełnia moje życie. To nie tylko satysfakcja z efektu, ale głęboka radość, że stworzyłam coś, co ma znaczenie. To również moment wymiany energii – gdy obraz trafia do osoby, która czuje to, co ja chciałam przekazać. Kiedy odbiorca mówi: „to jest o mnie”, wiem, że nasze dusze się spotkały. Maluję dla siebie, ale też dla innych, którzy widzą w moich pracach swoją prawdę, swoją emocję, swój moment.
Malarstwo to dla mnie droga bez końca – pełna odkryć, wyzwań i zaskoczeń. Kocham ten proces, który nieustannie mnie zmienia i rozwija. To akt twórczy, ale też bardzo osobisty – jak rozmowa z własną duszą.
